WIĘŹ Z RODZICAMI

Więź z rodzicami jest tym silniejsza, im szybciej reagują oni na płacz niemowlęcia i im częściej nawiązują z nim kontakt z własnej.  Ten wyraz ma oddawać dosłowne znaczenie niemieckiego Elternhocker, jako analogii Nesthocker, co znaczy gniazdownik (przyp. tłum.).inicjatywy . Obserwacje przeprowadzane w domach podrzut­ków wykazują, że dziecko może się silnie przywiązać do innego dziecka, które będzie dla niego namiastką matki, chociaż nie uczyniło ono nic, co by zaspakajało zwykłe fizjologiczne potrze­by partnera. Również o zwierzętach wiemy już dzisiaj, że do matki przywiązują się one bynajmniej nie dopiero wskutek na­gradzania karmieniem. Harlow wychował w izolacji na dru­cianych atrapach młode rezusy. Małpki miały wolny wybór mię­dzy atrapą obciągniętą tkaniną a nie pokrytą, na której jednak wyłącznie były karmione. W obliczu niebezpieczeństwa nie ona jednak była celem ucieczki. Małpki uciekały raczej zawsze na atrapy pokryte tkaniną, gwarantujące lepszy kontakt. A zatem to nie bodźce pokarmowe wiążą młode zwierzęta z matką, ale inne podniety, i to mianowicie na przekór wszelkiej tresurze. Jak już mówiliśmy (s. 147), matka jest niewątpliwie pierwszym celem ucieczki. Należy tu przytoczyć pogląd pewnych psycho­analityków, wedle którego dziecko ma za złe, że przy urodzeniu zostało wypchnięte na świat i dąży do tego, aby powrócić do matczynego łona. Jest to interpretacja wysoce spekulatywna, nie uznawana w ogóle, nawet w szerszych kręgach psychoanality­ków. Melania Klein, która rozwinęła tę myśl, z tego właśnie źród­ła wywodzi wszelkie nasze dążenia do kontaktu.

ZGODNIE Z KONCEPCJĄ

Podkreślamy ten fakt, ponieważ niektórzy, opierając się na teorii uczenia się, interpretują tę więź jako zjawisko wtórne. Zgodnie z tą koncepcją, pierwotne miałoby być zapotrzebowanie « na pokarm, a ponieważ matka je zaspokaja — dziecko uczy się wtórnie łączności z matką. Myśl ta pochodzi od Freuda, który pisał: Love hcis its origin in attachment to the satisiied need for nouiishmenl (S. Freud, tom 23, 1940 str. 188). Hipoteza ta nie jest jednak w stanie się utrzymać. Już w pierwszych dniach życia dziecko uspokaja się, gdy jest głaskane, brane na ręce czy też jeśli zagada się do niego. Nie jest do tego konieczne ani karmie­nie, ani pielęgnowanie ciała. W kibucu większość czasu dzieci pozostają pod opieką jed­nej wspólnej dla wszystkich pielęgniarki. Ona to właśnie karmi je i myje, a rodzice zajmują się nimi tylko przez 1-2 godziny dziennie i w czasie wolnych dni. Mimo to dzieci jednak moc­niej są przywiązane do rodziców niż do żywiącej je opiekun­ki. Rodzice dostarczają im w zabawie miłości i poczucia bezpie­czeństwa, a to liczy się więcej niż pożywienie. Więź z pielęgniar­ką jest przejściowym i wymiennym stosunkiem do obiektu za­spokajającego potrzeby, natomiast więź łącząca je z rodzicami jest stosunkiem społecznym zindywidualizowanym i głębokim.

ROZWÓJ WIĘZI OSOBISTEJ

Zdolność do stania się czyimś przyjacielem rozwija się we wzrastającym człowieku dopiero stopniowo. Początkowo osesek jest związany z matką pewnymi reakcjami, które są mu wrodzone. Pod wpływem wrodzonego naporu wewnętrznego po­szukuje on kontaktu i wykazuje odruchy chwytania, dzięki któ­rym mógłby się nawet mocno przyczepić, gdyby matka jeszcze miała sierść. Przy ssaniu zaciska dłonie bardzo silnie, co jest nie­wątpliwie cechą odziedziczoną po naszych przodkach-prymatach, których niemowlęta muszą aktywnie trzymać się futra matki. Początkowo matka jest przede wszystkim obiektem, którego można się trzymać i który można ssać. Dostarcza poza tym ochro­ny, uzyskując tym samym walor domu — schronienia .Spokojnie odstawiony syty osesek, jak wiadomo płacze i krzy­czy, ale natychmiast uspokaja się jeśli weźmie się go na ręce, bądź naśladuje noszenie go kołysaniem łóżeczka. Tego rodzaju wołania opuszczonego wydają liczne ssaki, kiedy wypadną z gniazda bądź też w inny sposób utracą kontakt z matką.W normalnych okolicznościach małpie niemowlę nigdy nie bywa odkładane po karmieniu, a zatem utrata łączności z matką bywa jednoznaczna z najwyższym niebezpieczeństwem. W takim sa­mym stopniu i człowiek jest z natury „rodzicownikiem”  a więc dostosowany jest do tego nie tylko licznymi sposobami zachowa­nia się, ale również apetencją nawiązywania kontaktu , po­czątkowo wołaniem, a później aktywnymi poszukiwaniami. Jego czynności popędowe w postaci obchwytywania i przytulania się są dopasowane do obiektu jakim jest matka. Ta właśnie wrodzona apetencja kontaktu stanowi właściwe źródło więzi między matką a dzieckiem.

POZYTYWNE ASPEKTY ŚWIĄT

Nie powinno to jednak przesłaniać niezwykle pozytywnych aspektów świąt ro­dzinnych. Obdarowuje się krewnych i znajomych, a ponadto roz­syła się. na cały świat karty z życzeniami. Sprowadzanie tego wszystkiego do rangi świątecznego rozgardiaszu jest nazbyt wielkim uproszczeniem — tego typu święta służą zbrataniu, a wszystko co do tego prowadzi jest dziś ważniejsze niż kiedy­kolwiek. Wątpliwość wzbudzają tylko takie święta narodowe, które czczą agresywne wydarzenia i jednoczą własną grupę prze­ciwstawiając ją jakiejś innej. Sieją one nieufność, budzą lęk, rozniecając nienawiść i nietolerancję. Porównywanie obyczajów powitalnych i świątecznych Ujaw­niło wiele wspólnych elementów, wywodzących się z funkcji inicjowania więzi. W zasadzie stosuje się w nich te same środki, a dla wielu rytów można doszukać się istnienia podstawy filo­genetycznej.Tym zamykamy rozważania nad filogenetycznymi i funkcjo­nalnymi aspektami zachowania inicjującego więzi, zadając sobie teraz pytanie: w jakiej mierze na nasze społeczne zachowanie się wpływają doświadczenia nabyte w toku wzrastania? Jak w okresie dziecięcym rozwijają się nasze przyjazne stosunki społeczne? W młodzieńczym rozwoju zwierząt, jak już wspo­mnieliśmy, w okresach wrażliwości, pewne zasadnicze postawy społeczne nierzadko utrwalają się w sposób przypominający wpajanie. Czyż więc, tak często spotykana wśród mieszkańców wielkich nowoczesnych miast obojętność uczuciowa byłaby tylko wynikiem „mankamentów hodowlanych”? Czy też może istnieją warunki, które przyczyniają się do wpojenia ludziom postawy uczuciowej obojętności!

POZA KRĄG RODZINNY

W okolicach Salzburga starający się, który po raz pierwszy składał oficjale wizytę swej narzeczonej przynosił wiele monet jako „wykup” po czym oboje jedli z jednej miski. W krajach niemieckich do świętowania wykorzystuje się różne okazje. W rodzinie święci się takie wydarzenia, jak chrzciny, urodziny, imieniny, wesele, Wielkanoc i Boże Narodzenie, by wymienić tylko niektóre. Tego rodzaju święta wykraczają często poza krąg rodzinny, przede wszystkim jednak pozostają nadal świętami fa­milijnymi. Festyny bractw kurkowych natomiast, dożynki i zrów­nanie dnia z nocą są sprawą większych społeczności. Przy wszy­stkich tego rodzaju okazjach wspólnie się biesiaduje i pije, a przy świętach rodzinnych ten element nawet dominuje. Im bardziej festyn jest oficjalny, im większy jest krąg jego uczestników, tym bardziej nabiera cech widowiska, nie tracąc swego znaczenia dla umacniania więzi. Zespala wszak również wspólne chełpienie się przed innymi. Im świętująca grupa jest liczniejsza, tym silniej występuje kolektywna agresja, jednocząca zbiorowisko. Bardzo wyraźnie występuje to podczas świąt narodowych. Również i podczas świąt rodzinnych stwierdzić można istnienie kompo­nenty współzawodnictwa, co szczególnie widoczne jest w uro­czystościach związanych z Bożym Narodzeniem.

TAŃCZĄCA GRUPA

Tańcząca grupa znów znalazła się w odosobnieniu pośrodku pola. Dziewczęta trzymały się na uboczu. Tylko mali chłopcy, dzierżący patyki niby dzidy, spoglądali zafascynowani na wo­jowników i próbowali na swych pałąkowatych nóżkach podska­kiwać jak dorośli. Kobiety siedziały z boku, jakby ich to nic nie obchodziło, zwolna jednak zbliżały się, niektóre wmieszały się w podskokach między tancerzy wydając przy tym owe wysokie tryle, które poprzedniego wieczora tak nas przeraziły. W dalszym ciągu tej podróży dowiedzieliśmy się, że wspólnoty wiejskie każdego wieczora zbierają się na tego rodzaju tańce, a zwyczaj ów obejmuje również sąsiednie szczepy Turkana i Samburu. Wojownicy opiewają swoje buhaje i bohaterskie czy­ny, zbierają plon podziwu ze strony podobnych sobie w równym stopniu od dziewcząt, jak i dzieci.Ogólnie jednak w festynach małych grup, a zwłaszcza w cza­sie świąt rodzinnych, zanika komponenta imponowania. Biesia­duje się, pije, wzajemnie obdarowuje z okazji chrzcin dziecka, wesela, urodzin, Bożego Narodzenia i wielu innych wydarzeń.Wspólne jedzenie i picie jest z reguły centralnym punktem ceremonii, na przykład w większości rytuałów ślubnych. Jeśli dwoje Waparów zamierza wstąpić w związek małżeński, biorą małe naczynie z piwem, mlekiem bądź też rosołem, plują do środka, po czym zeskrobują odrobinę paznokci z palców swych rąk, dodając to do zawartości naczynia.

ŚPIEWY I OKLASKI

Mężczyźni, nie licząc okrycia barków, byli nadzy, ale uzbrojeni; na głowie mieli wymodelo­wany z gliny podkład przystrojony strusimi piórami i innymi ozdobami. Kobiety przybrane były licznymi metalowymi kółka­mi wokół szyi i rąk. Znaleźliśmy się w terenie nie dotkniętym jeszcze przez cywilizację. Kiedy utorowaliśmy sobie wstęp po­darkami, rozbiliśmy namiot. Aż do wieczora oblegali nas cie­kawscy, którzy później rozpierzchli się.Wpełzliśmy właśnie do namiotu, kiedy wywabił nas ponow­nie niski śpiew i mruczenie. Opodal naszego obozu stała grupa wojowników. Jedni klaskali w ręce, inni w tym samym rytmie wyrzucali włócznie ostrzem w górę, chwytając je ponownie. Jeden z wojowników Skakał rytmicznie tak wysoko, jak tylko zdołał, a w przerwach młodzi mężczyźni śpiewali. Nie zwrócili na nas uwagi, kiedy podeszliśmy bliżej i zagadaliśmy kilkoma przyjaznymi słowami — zrobiło nam się niemiło. Powróciliśmy do namiotu i zasnęliśmy na krótki czas. Wkrótce jednak obudził nas ponownie śpiew, do którego teraz dołączało się przenikliwe trylowanie, co nas już przestraszyło. Dokonałem kilku nagrań, po czym wypełzliśmy z namiotu. Ponieważ jednak nic się nie działo, po pewnym czasie, skostniali z zimna, wsunęliśmy się ponownie do śpiworów. Rano mieszkańcy wioski odwiedzili nas, a my odtworzyliśmy ich śpiewy, co ich wielce rozweseliło. A kie­dy wieczorem znów śpiewali, byliśmy już odważniejsi i przyglą­daliśmy się ich tańcom.

W RÓŻNYCH KRAJACH

Nie można jednak przeoczyć faktu, że przez odpowiednie na­kłady jednocześnie czci się gości. Koszty związane z okazałością są odbiciem cenienia sobie zaproszonych. Ogólnie biorąc, do wzorców okazywania szacunku należy przyznawanie gościowi wysokiej rangi, co okazuje się mu między innymi roztoczeniem przepychu, znakomitą obsługą itp. Przestrzegamy tego również w życiu codziennym. Przygotowujemy gościowi uprzywilejowaną pozycję, wskazujemy honorowe miejsce, przepuszczamy go przo­dem, obsługujemy jako pierwszego, przestrzegając przy tym pod­stawowych wzorców grzeczności, które wyrażone w podobny sposób, spotyka się w najrozmaitszych kulturach. Samowywyższenie jest również głównym elementem wszyst­kich świąt narodowych. W najrozmaitszych krajach celebruje się agresywne akty własnego kolektywu, jeśli zakończyły się zwycięstwem i tym sposobem aktywuje się wspólne przeżycia solidarności, umacniające grupę. Obserwuje się to również w małych grupach. Przed kilkoma łaty wraz z moim przyjacielem Hansem Hassem podróżowałem landroverem przez obszar pół­nocnej Ugandy i Kenii. Po dłuższej podróży przez bezludny teren dotarliśmy wieczorem do wioski Karamojów składającej się je­dynie z ogrodzenia i kilku chat.

RODZAJ ŚWIĘTA

Faktem, który Ruth Benedict niedostatecznie wyraźnie podkreśli­ła jest to, że urządzenie Potlaczu jest w rezultacie nie tylko samowywyższaniem, ale również i świadectwem szacunku dla gości, a w konsekwencji wywołuje nie tylko rywalizację, ale jak wywodzi Rudolph — również wzajemną wdzięczność. Wprawdzie tego rodzaju święto niekiedy doprowadza do po- waśnienia przez eskalację wzajemnego prześcigania się, jednak % przeważnie nie traci ono charakteru „sportowego”. Dla każdej grupy taka demonstracja potęgi utwierdza więź. W gruncie rze­czy, w każdym coctail-party, w każdym przyjęciu na szczeblu państwowym czy w igrzyskach olimpijskich można wykazać bez wątpienia agresywny element chełpienia się i podobnie jak w czasie Potlaczu u Kwaikutlów, każdy gospodarz próbuje w ja­kiś sposób przelicytować swego poprzednika. W Monachium na Olimpiadę przygotowano w swoim czasie szczególnie kosztowne zadaszenie. Można śmiało rzec, że pokaźna część dochodu pań­stwowego „idzie na rozkurz” zgodnie z ekonomiką prestiżu.

WSZELKIMI SPOSOBAMI

Wszelkimi sposobami próbowano przelicytować gości. Gosz­czono ich w sposób rozrzutny, wylewano tłuszcz do ognia, rąbano łodzie, kazano zabić niewolnika, niszczono drogocenne płyty mie­dziane. „Poza tym moja duma domaga się” oświadczył przy jed­nej z takich okazji gospodarz „aby w tym ogniu zniszczyć moją miedzianą płytę Dandalayu, która dźwięczy w moim domu. Wiecie wszyscy, ile za nią zapłaciłem: nabyłem ją za cztery tysiące derek. Teraz ją zniszczę, i tym zwyciężę moich rywali. Dom mój zamienię w pole walki dla was, moi współplemieńcy. Radujcie się, wy, naczelnicy, bo po raz pierwszy zdarza się, aby urządzo­no tak wielki Potlacz!”. Wyzwani w ten sposób, przyjmując rewizytę, musieli dla zachowania twarzy zniszczyć, o ile to było możliwe, jeszcze więcej dóbr. Widać w tym wyraźnie agresywny charakter świę­ta. Przeobraziło się ono niemal w obyczaj „wentylowy”, coś w rodzaju turnieju, służącego rozładowaniu agresji. Bynajmniej nie jedynym istotnym aspektem tych świąt jest stale nasilająca się statutowa rywalizacja konkurujących ze sobą „Potlaczy” — nie zawsze bowiem występuje ona na pierwszy plan, a jeśli na­wet, to dotyczy najczęściej tylko nielicznych, przeważnie dwóch n osób. Dla gości i widzów spektakl ów jest zabawą. W walce tej są oni zarazem sędziami, co jest momentem zapewniającym prze­strzeganie instytucjonalnych, ustalonych form współzawodnictwa.